............................................................................................................................................................

Marta Smolińska-Byczuk                                    Topografia codzienności (2008)

............................................................................................................................................................

Elżbieta Kościelak      Nomadism of Things versus the Matter of Women (2007) >>> more

............................................................................................................................................................

Wojciech Müller                                                                The letter to Cathy (2006) >>> more

.............................................................................................................................................................

Piotr Bernatowicz            A letter and a house , Arteon nr 1, January (2002) >>> more

.............................................................................................................................................................

Beata Frydryczak                                             Privacy strewn with traces, (2000) >>> more

                                 Model to Assemble, Center of Polish Sculpture, Orońsko /catalog/

.............................................................................................................................................................

 

 

Marta Smolińska-Byczuk  Topografia codzienności

Gdy wchodzi się do dolnej sali Galerii Wozownia w pierwszej chwili zdaje się, że ekspozycję buduje jedynie kilka rozwieszonych na ścianach fotografii, przedstawiających przerzucone przez oparcia krzeseł ubrania. Dopiero po chwili skierowane w górę spojrzenie odkrywa, że przestrzenie między skośnymi belkami, charakterystycznych dla Wozowni słupów, a ich trzonem zostały skrupulatnie wypełnione poskładanymi starannie w kostkę kolorowymi, używanymi ubraniami. Barwność i miękkość poszczególnych warstw kontrastuje z czernią i twardością drewna, przyciągając wzrok i ogniskując uwagę na zaskakującej obecności ubrań gdzieś pod sufitem, w miejscu dla nich zupełnie nietypowym. Zdają się one tracić swój ciężar, unosić się niczym w stanie nieważkości, a z drugiej strony w oczy rzuca się ich "wtulenie się" w przestrzeń między solidnymi ramionami słupów, znalezienie tam schronienia, pewnego oparcia. Dochodzi do swego rodzaju "zagnieżdżenia się" ubrań w tym niecodziennym miejscu, a tym samym do osobliwej symbiozy pomiędzy mocną konstrukcją belek a "plastyczną", podatną na kształtowanie masą odzieży. Drewniany szkielet słupa rozgałęziającego się pod sufitem umożliwia ubraniom zaistnienie w nadanej im formie, pozwala im dojść do głosu jako autonomicznej jakości, nasycającej się nagle, w tej konkretnej konfiguracji nowymi znaczeniami. Gdzieś je odnaleziono, dostrzeżono i wybrano, by potem osadzić w nietypowym dla nich kontekście, stworzyć im warunki, by coś opowiedziały, by doszły do głosu ze swoją własną narracją.
Jaka jest ta ich historia? Są używane -  ktoś je nosił, wieszał w szafie, rzucał na meble, prał, prasował, być może zszywał. Dotykały czyjejś skóry, chłonęły czyjś zapach, czuły czyjąś bliskość, ożywiały się i poruszały w rytm kroków tego kogoś. Słuchały jego głosu i świadkowały jego codzienności. Chroniły przed chłodem, kreowały image, były częścią czyjegoś życia. Potem zostały tego życia niemym śladem, puste, niewypełnione ciepłym kształtem ciała zaczęły jawić się nagle jako negatywy obecności, która kiedyś w nich gościła. Mają w sobie bezradność porzucenia, przejmujące opuszczenie, poruszający brak przeznaczenia i niespełnienia w naturalnej dla nich roli. Zużyły się, znudziły - ich właściciel zrezygnował z nich lub nagle zniknął bez zapowiedzi. Kto mógł je nosić? Dziecko, które po prostu z nich wyrosło, a wtedy porzucono je z pewną radością jako symptomy rozwoju, ciągłego rośnięcia? Wówczas czasem zdarza się ubraniom urastać do rangi relikwii, gdy matka zachowuje maleńkie ubranka, by z rozczuleniem do nich powracać i nie dowierzać, że czas płynie tak szybko. Porzucanie ubrań, gdy się z nich wyrasta, jest więc sygnałem czegoś pozytywnego, kolejnego kroku ku dorosłości. Inaczej rzecz się ma natomiast z ubraniami, które zostają po zmarłych. Pełna szafa zaczyna wtedy nagle ciążyć tym, którzy utracili najbliższą osobę - pozostawiona odzież intensywnie przypomina, przechowuje zapach, wywołuje skojarzenia z sytuacjami, które już bezpowrotnie minęły. Często trudno tę odzież komukolwiek przekazać, gdyż lęk ujrzenia jej na kimś innym jest paraliżujący. Trudno też się z nią rozstać, zniszczyć ją. Trudno wreszcie nadal z nią żyć - taką opustoszałą i niepotrzebną.
Każda sztuka odzieży: bluzka, sukienka, sweter, spodnie, spódnica, szal mają swoją indywidualną historię - jedne z nich szepczą coś o szczęściu, radości, inne o samotności, pustce, osieroceniu. Te poszczególne narracje zlewają się w wielogłos, który w każdym z odbiorców ponownie się indywidualizuje, lecz już na innych, osobistych zasadach, z odniesieniem do prywatnych, własnych doświadczeń. Skrupulatne ułożenie ubrań w warstwy zwraca uwagę na czułość, z jaką zostały potraktowane w tej nowej dla nich roli - roli środka artykulacji w przestrzeni galerii, w warunkach niemożliwych do powtórzenia gdziekolwiek indziej poza toruńską Wozownią, nieoczekiwanie przeznaczonego do wskazania i dotknięcia emocji tak ulotnych, że nieledwie nieuchwytnych. W przeciwieństwie do skłębionych, a przez to dramatycznie pełnych ekspresji i rozkrzyczanych ubrań w Auschwitz pieczołowitość, z jaką potraktowano poszczególne poskładane nieledwie w kant sztuki odzieży, niesie ze sobą jakiś szczególny rodzaj wyciszenia, uspokojenie sprzyjające refleksji, a zarazem otwiera drogę do zaistnienia wspomnień także i tych pozytywnych, związanych z wyrastaniem i dorastaniem.
Specyficzna kumulacja ubrań tworzy wrażenie ich masy, ujednolicenia, formy wręcz abstrakcyjnej, indagującej widza grą barw, samą estetyką, ale zarazem w tym "tłumie" oko odbiorcy bywa zagadnięte przez kształt kołnierzyka, spłowiały kolor, formę guzika, falbankę, wykrój nogawki. Wtedy dochodzi do rozpoznania kolorowych pasów jako ubrań i zaczyna się praca pamięci, uruchamia się ciąg asocjacji, przerzucający pomost ku minionemu - ogarniającemu niczym ciepło dobrego wspomnienia lub kłującego nagłym ostrym powrotem świadomości jakiejś utraty. Także utraty siebie - siebie z dawnych lat, gdy nosiło się inne ubrania, gdy zrzucało się je pospiesznie w obliczu namiętności lub nadchodzącego snu, gdy nie kojarzyły się jeszcze z tymi, których potem zabrakło.
Do gry znaczeń włączają się również fotografie, ukazujące nieco inne "stany skupienia" ubrań. Garderoba, rozwieszona starannie na oparciach krzeseł lub na nie w pośpiechu rzucona, dzięki utrwaleniu w kadrze, daje wgląd w możliwe przeszłe losy tej odzieży, która teraz spoczywa na słupach pod sufitem. Kontekst mieszkania oraz poszczególność i naturalność każdej, ujętej w kadrze, sytuacji z ubraniami na meblach opowiadają o czyimś życiu, dają jego świadectwo, niejako potwierdzają jego istnienie i zapisują tętno. Dochodzi do utrwalenia jakiegoś konkretnego momentu, tak powszedniego, że na co dzień w zasadzie niedostrzeganego, ignorowanego jako nieistotny, nieważny. Dzięki zatrzymaniu go na kliszy, wyeksponowaniu i zestawieniu z warstwami używanych ubrań skumulowanych na słupach Wozowni pojawia się uderzające napięcie, konotujące nieuświadamianą wagę i istotność dostrzeżonej sytuacji jako śladu czyjejś emocji, czyjejś czynności, czyjegoś bycia w danym miejscu i czasie. Bycia, które nigdy nie powtórzy się już w taki sam sposób, ale dzięki uchwyceniu na fotografii będzie trwało - zarówno jako świadectwo czyjegoś życia, jak i potwierdzenie czujności tego, kto to życie obserwuje, tego, kto temu życiu towarzyszy.
Tytuł wystawy "Odnalezione. Utrwalone" wskazuje więc na dwa niezwykle istotne momenty, konstytutywne dla powstania instalacji we wnętrzu toruńskiej Wozowni. Z jednej strony podkreślona zostaje waga uważności, sprzyjającej odnajdywaniu czegoś z pozoru oczywistego, a jednak zaskakująco nasyconego znaczeniami, gdy tylko stworzy się okoliczności odpowiednie do wysłyszenia owych znaczeń. Dwie z wcześniejszych prezentacji Katarzyny Podgórskiej-Glonti w Galerii Amfilada w Szczecinie (2001) oraz w Galerii Nowy Wiek w Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze (2003) nosiły tytuł "Geograf", podnoszący wagę czujności i pozostawania w nieustannym napięciu wobec potencjalnej możliwości dokonania odkrycia - także powszednim otoczeniu. Stąd można pokusić się o stwierdzenie, że artystka działa niczym topograf codzienności, którą bacznie odkrywa, mapuje i kreuje w galeriach takie okoliczności, by owa terra (in)cognita mogła zaskoczyć wysublimowanym stopniem kondensacji przekazu oraz zahipnotyzować odbiorcę wieloznacznością nadbudowującą się nagle nad prostotą użytych materiałów i środków wyrazu. Podgórska-Glonti odkrywa używane ubrania, a owo odkrywanie ujawnia się zarówno w ich fotografowaniu, jak i w stopniowym nawarstwianiu na słupach. Drugi człon tytułu ekspozycji toruńskiej - "Utrwalone" - odnosi się natomiast przede wszystkim do wykonanych zdjęć, ale zdaje się semantycznie przylegać także i do ułożonej skrupulatnie odzieży, która na czas trwania prezentacji w Wozowni utrwala sama siebie w kształt przestrzeni między ramionami drewnianych podpór i dzięki temu zaczyna "symbolizować", stymulować powstawanie szeregów znaczeń.
Relacja fotografie - zaaranżowane ubrania stała się już właściwie znakiem rozpoznawczym twórczości Katarzyny Podgórskiej-Glonti, która w realizacjach "Last minute" (Galeria BWA w Zielonej Górze; 2006), "Dance macabre II" (Galeria Rotunda ASP w Poznaniu; 2006) oraz "Historie własne" (Galeria Miejska we Wrocławiu; 2007) dokonała tego typu zestawień, konfrontujących odzież z wizerunkami widzianych od tyłu postaci lub części ciała. W "Dance macabre II" ułożonym w krąg ubraniom towarzyszyło wymowne ujęcie wspiętych na palce stóp. W przypadku koncepcji przygotowanej specjalnie do wnętrza Wozowni na fotografiach pojawiły się jednak jedynie ubrania - tym razem bez uwidocznienia sylwetek tych, którzy je noszą, ale z wyraźną aurą ich obecności. Przekaz stał się dzięki temu jeszcze bardziej subtelny, bardziej uogólniony, przez co zyskał na wieloznaczności, pozostawiającej odbiorcy przestrzeń na dokonanie mapowania oraz prześledzenie topografii jego własnej codzienności wobec indagujących go rozmaitych stanów istnienia używanych ubrań. 

Styczeń 2008, Odnalezione. Utrwalone. Galeria Wozownia, Toruń, tekst do katalogu

up >>>

.............................................................................................................................................................

Elżbieta Kościelak  Nomadism of Things versus the Matter of Women / The art of Katarzyna Podgórska -Glonti

Her art is feminine. For a long time I had been against applying such a criterion on art. I was against all those projects aimed at promoting  women's art.  I classified it as an attempt of excluding women  from the mainstream of  contemporary art and accomplish nothing more than exiling themselves from the field.
It should be the style, the trend, the philosophical idea that constitutes art, but not the author's gender for Christ's sake!
This definition appears to me as a pure simplification as well as an attack  on the freedom of expression. Though the category of  Feminine Art or Women's Art  definitely is not  an empty realm.
The exhibition of Katarzyna Podgórska Glonti in Galeria Miejska in Wrocław in  March 2007 seems to fully confirm the above statement.

The daughter of Horatio Gentilleschi, Artemisia Gentilleschi  is one of the first women  mentioned in the History of Art in one row with Caravaggio , also one of the first women artists recognizable by name. Her self-portrait as the allegory of  painting which had emerged in the  1630s is referred to as the feminine perception  of surrounding reality. But what does the term feminine bring on one's mind? Feminine Art is silent even if it screams. It shows strength in its weakness. One notices the power when the axiological substructure of our time collapses. There are no other values but denied and criticized. In the global postmodern world, in the world of
"liquid identities" the art of Podgórska -Glonti does not raise any questions about her identity as she herself has no doubt about her own state of being. Her own identity and the identity of her art seem to be clearly defined.

The liquid modernity as Zygmunt Bauman has put it, describes culture to be in a state  of being deprived of its own identity. The empty architectural places, the corridors of constantly migrating crowds, the supermarkets, airports are some examples of this phenomenon. George Benko, following Marc Auge names such empty public spaces as "non-places". In non-places surrounded by strangers with no past, we lose our history in their point of view. In non- places only  the physical presence is possible. From a sociological point of view, such presence means nothing but absence.
In such places people in their attempt to cancel their subjectivity become as  anonymous as  the crowd they join. One mustn't reveal all of his or her particular features  and individual expectations. "The non- place  is deprived of symbolic forms, language of identity expressions, relationships and history - the airports, the hotel-rooms, the speedways (...) have nowadays taken over more of our space than ever in history".

Both nomadic culture  constrained by the brutality of employment structure and economical, political and scientific  migrations cause the transposition and displacement of cultural attributes. Yet can those same displaced properties which represent our identity  save their original function? 
The anthropological conception of 'culture circles' conceived  in the first half of twentieth century circumscribed by the place of particular culture  occurs as a worn out category if confronted by the conception of the web as the system of a, "liquid stage of modernity". Nowadays all of those lightweight folding chairs in all colors, shapes and sizes which easily change their positions and number, as in the well known children's play "sheds to let", have replaced the chairs and benches used as permanent places for connecting particular people together. The omnipresent  folding chairs extort a constant movement, deprived from the hope for fulfillment, the hope for rest and satisfaction coming from gaining the goal, coming from reaching the destination, where the weapon is put aside. There is no vision of implantation at the end of the way crowded by  rooted out individuals, as Zygmunt Bauman calls it in his "Liquid Modernity". 

The clothing, fabrics and the threads. In our culture these are the elements particularly associated with women, the attributes of a woman's status. Ariadne's thread-helping to find the route in the labyrinth and the cloth woven by Penelope are symbols of  a woman's loyalty. In the corridors of  non-places the clothing is what achieves the status of substantiation of our individual existence; our cultural code.

The artist defines clothing in variety of ways. She either personalizes them focusing on the unique individuality of their users- "the clothing  hung gently on the construction of stretched ropes", or "deprives them of their personal identity" in the process of squeezing thousands of them  in bags and webs or covering  windows in  the galleries and museums. The clothing either takes the form of elaborate and sophisticated constructions, or loses its form in overwhelming messy piles. Though, the form has no influence itself on their status. They in essence replace the person.  In the time of  endangered identities the clothing is us.  It is our testimony. It constitutes our being in the realm of culture.     
The vision at the end of the history , unification and standardization as well as the feeling of danger are absent  in the installations by Katarzyna Podgórska-Glonti. The  multitude of things is stigmatized by the presence of  their users being recalled by the peaceful actions of the artist. The countless number of clothes touched by  her  find their destination in the system that she had created. No matter if they form a pile, or creased , lay in a mess, it is her decision that gives them their destination. The decision is silent, peaceful and consistent. By ritualizing the process of selecting the objects the  author  endows them with a sacred meaning - transmitting them into the realm of Art.
The artist's gender seems to be the constitutive feature of these artistic realizations. "What I mean is that  the woman should write herself at last: she must write about the woman and lead the women into the area of writing, where they were shoved out from  by the same power that deprives them from being in touch with their bodies, by the same reason and the same order. The woman must  enter the text on her own, enter the history and the world. The past must no longer determine the future. I don't mean to deny that  the effects of the past are still present. I simply refuse their confirmation by repetition, providing them with the attributes of inevitable fate and confusing biology  with culture. We must forestall them" as Helene Cixous writes in her book "The Laugh of the Medusa", in 1993.  
 
Katarzyna Podgórska-Glonti enters with her femininity  into the text of the artwork created by herself, and it is her femininity that circumscribes it. It is not circumscribed by quotation, not by the biological aspect of femininity, but by her place in culture; by  the particular  act of her creation. The action of Podgórska-Glonti has no features of  feminism in terms of arguing masculine  art, but her art stems from the woman's position in the world of nomads stigmatized with constant uncertainty of being. She is the one who becomes the home, the nest, her hands are placed in the gesture of sacrifice and become a place of reference, tranquility and alleviation.
In her installation "Last Minute" 2006 presented in Galeria Miejska in Wrocław (March 2007), the characters of the man, woman and children on large-scale photographs stand with their backs towards the camera.  The photographs are  presented  separately on opposite sides of the gallery. Between them, there is a hammock - the symbol of unconcerned rest as well as the lack of stabilization and transitivity. The hammock is a variation of Bauman's folding chairs which imitate our own place in the space.

Katarzyna Podgórska-Glonti  attempts to create a code of "woman's writing" in Art, where her autobiography becomes an objective text of culture and not merely a documentation of her own personal fears and experiences.  She creates the text of global culture with a strong feminine aspect which appear as a quasi-guarantee of  a lost identity.

Wrocław, April 2007

 

up >>>

.............................................................................................................................................................

Wojciech Müller  The letter to Cathy

Dear Cathy,

We talked many times about life, our relations with students and our children; about your exhibitions, my ideas concerning new graphic works.; we talked about everything.

We discussed our interests in art, what irritates us; what kind of people we respect, and who inspires our mistrust and dislike. We talked about life, we talked honestly about many, many things.

The most difficult has always been and still is to talk about our works, ideas and realizations, and at this point honesty seems to be too personal. Understanding the reason for doing things this way not the other, is most difficult.

That is probably why I am writing this letter to you.

I want to share my thoughts and opinions about your works, Cathy. Maybe it is a reflection on my inspirations that I am looking for in other artists' works...

Sometimes it happens that I am pestered with a thought that is impossible to recall. Then it comes back in my dreams as something elusive, unreal, hanged between wakefulness and a misty image.

There is something vague in it; something that eludes all definitions, classifications, attempts to judge and rationalize.

Maybe this vague thought is an attempt to rationalize dreams, which are hidden deep inside me and are difficult to express. Dreams about keeping the moment, the very moment when one is aware of the most important things in life, the sense of existence, the mechanism of the world, the reasons for foggy meadows and one's emotions.

Is it this one thought that evokes a smile on a face of a sleeping child, brightens up a face of a praying man and speeds up our breath?

This thought is joy!

This captured and identified thought may turn out to be an illusion of gaining something that seems to be named and obvious, though in reality naive and imitative.

However, this thought may be a discovery, which allows us to justify our behavior, our place in the world, and our life.

It may be a reflection that we want to hand over by means of the code of art.

Is it possible to deliver something that is intimate and exceptional?

Which language should be used so that it will not sound as a collection of quotations; so that it will not be a worn out linguistic cliché, one more chorus voice of something which sounds fashionable only at this very moment.

Answering all those questions may be more interesting than the original thought - the earliest beginnings of our motivation for action.

We are all alone with our doubts and aspirations while giving shape to the work of art, which is just about to come. As a matter of fact, the shape is never ultimate. Painters improve their paintings, installations change depending on interiors and contexts, movies are being watched by different spectators in various times.

A mode of artistic expression breaks away from its author, lives its own life, beyond us.

Wojciech Müller

up >>>

.............................................................................................................................................................

Piotr Bernatowicz   A letter and a house

The tension between materialistic and mental reality is the main idea repeating in the work of Katarzyna Podgórska - Glonti. The artist uses private letters in her works to build quasi - architectural arrangements that emotional charge contrasts with the severity of the real architecture. Her subtle and ascetic creation is close to the artistic generation, represented by Mirosław Bałka and Rachel Witheread that came after the Minimal art and Conceptual art.
As Selma Klein Essink writes, their works are characterized by intimacy and sensibility, nostalgia and soul - fullness that were strange to the cold, rational and mercenary works of Minimal artists

up >>>

.............................................................................................................................................................

Beata Frydryczak  Privacy strewn with traces

Katarzyna Podgórska - Glonti belongs to the young generation of artists who prefer the analysis of different artistic spheres to formal, social, political or other issues  already in her "student" works, locating her art amidst clearly readable autobiographic vein which does not permit any doubt, directing the viewer's attention towards the private sphere, becoming the area of artistic infiltration. Privacy is an area which we ourselves determine: by our senses, reflections and our individual fates. It is not only the area of an inner dialogue, our personal experiences and our fortuitous nature but also the sphere of  "sacrificing", whenever the Other Being is taken into account. This is the area which we most willingly and most often defend against Others, letting some of them in only to uncover before them a scrap of the curtain behind which we hide, while for others, we open it wide, not caring about wounds which might befall us sometimes. This oscillation between I and the Other, approaching to or going away from Him, becomes most conspicuous in art when the artist invites his viewer to "participate" in his own fortuitous nature. This is so because the viewer is the Other in art. It is the viewer who receives the sense and significance inscribed in a work of art thanks to his presence, reflection and sensitivity.
Undoubtedly, Katarzyna Podgórska - Glonti's works belong to this type. They unequivocally and plainly open to those things which usually remain covered or, at best, slightly suggested.
It seems, following the artist's creative development, that her work has increasingly been encroaching the area of its self - justification and its own foundation, created in the area of artistic reflection and opening itself to the vastness of its own climate and sphere of cognition.
Podgórska, consistently developing her specific way of thinking, expressing her own senses and the sphere of existential questions in art, and each time renewing the same sphere of importance, directs her viewer to the subtly uncovered privacy. For her, privacy means access not to a personal but holistic experience, as if privacy were a membrane through which she perceives and, simultaneously, creates and controls her own world, strewn with various traces.
One of her primary, strongly grounded motifs is private letters, which freeze for a moment on the window like a butterfly or are placed on a balance as if checking the weight of the words hidden inside them ( Untitled, 1995), stashed between bricks as if forming the mortar of the wall under construction ( A Corner of My Own, 1995) and glued to windows as if they shaped the image of the world ( Pre Zelenu Sien, 1995) or, like in her "Home of the Letter, the Letter of Home" from 1996 where she scattered letters to form an allusive contour of a house. House, home is "my world" - a shelter and safety. So, if private letters build this whole world, then we can suspect that others - in this case the senders - also build it.
An explicit conclusion comes to mind then, allowing to suggest that "my home" is the world which I share with others, exchanging my thoughts, memories, information, reflection and events with them, exchanging all these things which are included in our letters to our closest ones if we still happen to write letters at all. The used motif of the letter leaves no place for doubt: a letter is something most personal and of restricted access, its uncovering provokes the feelings of mistrust, uncertainty, treason and misdeed.
Therefore the artists, despite her - one may say - open - hearted invitation to the viewers to participate in her world, like in her photographs in "Declination" from 1998, concurrently delimits only a slightly visible border, the entrance behind which she defends - uncovering and covering - her privacy, leaving a suggested, but not fully revealed sphere, as if she feared to bereave it of its heart. However, this sphere happens to gain more real shapes sometimes, transforming into the reality of wet laundry (Declination, 1998), measured by daily doses of medicine (Morning, Midday, Evening, 1999), or maternity diffusely inscribed in art history.
It seems that this work is a certain turning point, delimiting the new quality of privacy which is no longer being described by letters but by an orderly, precisely divided, systematic  "mundaneness" like the grid motif common in her Dedicated to Vermeer which alludes to "Young Woman in Blue Reading a Letter".
Vermeer's woman, visibly pregnant stands immobile holding a letter, as if the very moment of reading was a from of suspension in time. In Podgórska - Glonti's work, the blue colour fills the entire gallery space, embracing also a pregnant woman; however, the woman does not read a letter but in an equally static pose like Vermeer's, turns her head towards the viewers.
There is no letter, but there are sets of bedclothes, folded and carefully laid in string - crossed piles. They measure the time of nine months.
These is some silence in her works and it emanates from the draped piece of linen, dropped on the stairs, and in the offering gesture of hands, enlarged in the photo. There is the silence of a day marked by the routine of doses of medicine, a dressed table, an orderly life, as regulated as a grid pattern on a white tablecloth ( Morning, Midday, Evening).
There is also the silence of letters which are only a testimony, not revealing,  the secret of their content. The silence of the day - the silence of art - the silence of reflection.
These seems the chief method by which the artist expresses her artistic sensitivity, filtering Through the silence of her works. However, this silence speaks in a gesture and slight suggestion. On top of that, none of the gestures and traces are neutral. Instead, they are burdened with emotion, sentiment, reflection and  longing.
Katarzyna Podgórska - Glonti's works, developing the same trait and being both the transfer and continuation, are an attempt at creating the same area of sensitivity and reflection. They can each time be perceived as another step towards the questions the artist tries to fathom, a consistently followed line, delimited by her first realizations and that approach to emotions, values and existence - these things which are simply dubbed "the essence of being", understood as the most important, the core. However, the specificity of the artist't work lies in her way of expression, in which "privacy" does not obscure art but emphasizes its peculiar subtlety instead.

up >>>

 
polski english home bio exhibitions texts