............................................................................................................................................................

Marta Smolińska-Byczuk            Topografia codzienności (2008) >>> więcej

............................................................................................................................................................

Elżbieta Kościelak         Nomadyzm rzeczy a sprawa kobiet (2007) >>> więcej

............................................................................................................................................................

Wojciech Müller                                                    List do Kasi (2006) >>> więcej

.............................................................................................................................................................

Piotr Bernatowicz                   List i Dom, Arteon nr 1, luty 2002 >>> więcej

.............................................................................................................................................................

Beata Frydryczak               Prywatności śladami usłana (2000) >>> więcej

.............................................................................................................................................................

 

 

Marta Smolińska-Byczuk  Topografia codzienności

Gdy wchodzi się do dolnej sali Galerii Wozownia w pierwszej chwili zdaje się, że ekspozycję buduje jedynie kilka rozwieszonych na ścianach fotografii, przedstawiających przerzucone przez oparcia krzeseł ubrania. Dopiero po chwili skierowane w górę spojrzenie odkrywa, że przestrzenie między skośnymi belkami, charakterystycznych dla Wozowni słupów, a ich trzonem zostały skrupulatnie wypełnione poskładanymi starannie w kostkę kolorowymi, używanymi ubraniami. Barwność i miękkość poszczególnych warstw kontrastuje z czernią i twardością drewna, przyciągając wzrok i ogniskując uwagę na zaskakującej obecności ubrań gdzieś pod sufitem, w miejscu dla nich zupełnie nietypowym. Zdają się one tracić swój ciężar, unosić się niczym w stanie nieważkości, a z drugiej strony w oczy rzuca się ich "wtulenie się" w przestrzeń między solidnymi ramionami słupów, znalezienie tam schronienia, pewnego oparcia. Dochodzi do swego rodzaju "zagnieżdżenia się" ubrań w tym niecodziennym miejscu, a tym samym do osobliwej symbiozy pomiędzy mocną konstrukcją belek a "plastyczną", podatną na kształtowanie masą odzieży. Drewniany szkielet słupa rozgałęziającego się pod sufitem umożliwia ubraniom zaistnienie w nadanej im formie, pozwala im dojść do głosu jako autonomicznej jakości, nasycającej się nagle, w tej konkretnej konfiguracji nowymi znaczeniami. Gdzieś je odnaleziono, dostrzeżono i wybrano, by potem osadzić w nietypowym dla nich kontekście, stworzyć im warunki, by coś opowiedziały, by doszły do głosu ze swoją własną narracją.
Jaka jest ta ich historia? Są używane -  ktoś je nosił, wieszał w szafie, rzucał na meble, prał, prasował, być może zszywał. Dotykały czyjejś skóry, chłonęły czyjś zapach, czuły czyjąś bliskość, ożywiały się i poruszały w rytm kroków tego kogoś. Słuchały jego głosu i świadkowały jego codzienności. Chroniły przed chłodem, kreowały image, były częścią czyjegoś życia. Potem zostały tego życia niemym śladem, puste, niewypełnione ciepłym kształtem ciała zaczęły jawić się nagle jako negatywy obecności, która kiedyś w nich gościła. Mają w sobie bezradność porzucenia, przejmujące opuszczenie, poruszający brak przeznaczenia i niespełnienia w naturalnej dla nich roli. Zużyły się, znudziły - ich właściciel zrezygnował z nich lub nagle zniknął bez zapowiedzi. Kto mógł je nosić? Dziecko, które po prostu z nich wyrosło, a wtedy porzucono je z pewną radością jako symptomy rozwoju, ciągłego rośnięcia? Wówczas czasem zdarza się ubraniom urastać do rangi relikwii, gdy matka zachowuje maleńkie ubranka, by z rozczuleniem do nich powracać i nie dowierzać, że czas płynie tak szybko. Porzucanie ubrań, gdy się z nich wyrasta, jest więc sygnałem czegoś pozytywnego, kolejnego kroku ku dorosłości. Inaczej rzecz się ma natomiast z ubraniami, które zostają po zmarłych. Pełna szafa zaczyna wtedy nagle ciążyć tym, którzy utracili najbliższą osobę - pozostawiona odzież intensywnie przypomina, przechowuje zapach, wywołuje skojarzenia z sytuacjami, które już bezpowrotnie minęły. Często trudno tę odzież komukolwiek przekazać, gdyż lęk ujrzenia jej na kimś innym jest paraliżujący. Trudno też się z nią rozstać, zniszczyć ją. Trudno wreszcie nadal z nią żyć - taką opustoszałą i niepotrzebną.
Każda sztuka odzieży: bluzka, sukienka, sweter, spodnie, spódnica, szal mają swoją indywidualną historię - jedne z nich szepczą coś o szczęściu, radości, inne o samotności, pustce, osieroceniu. Te poszczególne narracje zlewają się w wielogłos, który w każdym z odbiorców ponownie się indywidualizuje, lecz już na innych, osobistych zasadach, z odniesieniem do prywatnych, własnych doświadczeń. Skrupulatne ułożenie ubrań w warstwy zwraca uwagę na czułość, z jaką zostały potraktowane w tej nowej dla nich roli - roli środka artykulacji w przestrzeni galerii, w warunkach niemożliwych do powtórzenia gdziekolwiek indziej poza toruńską Wozownią, nieoczekiwanie przeznaczonego do wskazania i dotknięcia emocji tak ulotnych, że nieledwie nieuchwytnych. W przeciwieństwie do skłębionych, a przez to dramatycznie pełnych ekspresji i rozkrzyczanych ubrań w Auschwitz pieczołowitość, z jaką potraktowano poszczególne poskładane nieledwie w kant sztuki odzieży, niesie ze sobą jakiś szczególny rodzaj wyciszenia, uspokojenie sprzyjające refleksji, a zarazem otwiera drogę do zaistnienia wspomnień także i tych pozytywnych, związanych z wyrastaniem i dorastaniem.
Specyficzna kumulacja ubrań tworzy wrażenie ich masy, ujednolicenia, formy wręcz abstrakcyjnej, indagującej widza grą barw, samą estetyką, ale zarazem w tym "tłumie" oko odbiorcy bywa zagadnięte przez kształt kołnierzyka, spłowiały kolor, formę guzika, falbankę, wykrój nogawki. Wtedy dochodzi do rozpoznania kolorowych pasów jako ubrań i zaczyna się praca pamięci, uruchamia się ciąg asocjacji, przerzucający pomost ku minionemu - ogarniającemu niczym ciepło dobrego wspomnienia lub kłującego nagłym ostrym powrotem świadomości jakiejś utraty. Także utraty siebie - siebie z dawnych lat, gdy nosiło się inne ubrania, gdy zrzucało się je pospiesznie w obliczu namiętności lub nadchodzącego snu, gdy nie kojarzyły się jeszcze z tymi, których potem zabrakło.
Do gry znaczeń włączają się również fotografie, ukazujące nieco inne "stany skupienia" ubrań. Garderoba, rozwieszona starannie na oparciach krzeseł lub na nie w pośpiechu rzucona, dzięki utrwaleniu w kadrze, daje wgląd w możliwe przeszłe losy tej odzieży, która teraz spoczywa na słupach pod sufitem. Kontekst mieszkania oraz poszczególność i naturalność każdej, ujętej w kadrze, sytuacji z ubraniami na meblach opowiadają o czyimś życiu, dają jego świadectwo, niejako potwierdzają jego istnienie i zapisują tętno. Dochodzi do utrwalenia jakiegoś konkretnego momentu, tak powszedniego, że na co dzień w zasadzie niedostrzeganego, ignorowanego jako nieistotny, nieważny. Dzięki zatrzymaniu go na kliszy, wyeksponowaniu i zestawieniu z warstwami używanych ubrań skumulowanych na słupach Wozowni pojawia się uderzające napięcie, konotujące nieuświadamianą wagę i istotność dostrzeżonej sytuacji jako śladu czyjejś emocji, czyjejś czynności, czyjegoś bycia w danym miejscu i czasie. Bycia, które nigdy nie powtórzy się już w taki sam sposób, ale dzięki uchwyceniu na fotografii będzie trwało - zarówno jako świadectwo czyjegoś życia, jak i potwierdzenie czujności tego, kto to życie obserwuje, tego, kto temu życiu towarzyszy.
Tytuł wystawy "Odnalezione. Utrwalone" wskazuje więc na dwa niezwykle istotne momenty, konstytutywne dla powstania instalacji we wnętrzu toruńskiej Wozowni. Z jednej strony podkreślona zostaje waga uważności, sprzyjającej odnajdywaniu czegoś z pozoru oczywistego, a jednak zaskakująco nasyconego znaczeniami, gdy tylko stworzy się okoliczności odpowiednie do wysłyszenia owych znaczeń. Dwie z wcześniejszych prezentacji Katarzyny Podgórskiej-Glonti w Galerii Amfilada w Szczecinie (2001) oraz w Galerii Nowy Wiek w Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze (2003) nosiły tytuł "Geograf", podnoszący wagę czujności i pozostawania w nieustannym napięciu wobec potencjalnej możliwości dokonania odkrycia - także powszednim otoczeniu. Stąd można pokusić się o stwierdzenie, że artystka działa niczym topograf codzienności, którą bacznie odkrywa, mapuje i kreuje w galeriach takie okoliczności, by owa terra (in)cognita mogła zaskoczyć wysublimowanym stopniem kondensacji przekazu oraz zahipnotyzować odbiorcę wieloznacznością nadbudowującą się nagle nad prostotą użytych materiałów i środków wyrazu. Podgórska-Glonti odkrywa używane ubrania, a owo odkrywanie ujawnia się zarówno w ich fotografowaniu, jak i w stopniowym nawarstwianiu na słupach. Drugi człon tytułu ekspozycji toruńskiej - "Utrwalone" - odnosi się natomiast przede wszystkim do wykonanych zdjęć, ale zdaje się semantycznie przylegać także i do ułożonej skrupulatnie odzieży, która na czas trwania prezentacji w Wozowni utrwala sama siebie w kształt przestrzeni między ramionami drewnianych podpór i dzięki temu zaczyna "symbolizować", stymulować powstawanie szeregów znaczeń.
Relacja fotografie - zaaranżowane ubrania stała się już właściwie znakiem rozpoznawczym twórczości Katarzyny Podgórskiej-Glonti, która w realizacjach "Last minute" (Galeria BWA w Zielonej Górze; 2006), "Dance macabre II" (Galeria Rotunda ASP w Poznaniu; 2006) oraz "Historie własne" (Galeria Miejska we Wrocławiu; 2007) dokonała tego typu zestawień, konfrontujących odzież z wizerunkami widzianych od tyłu postaci lub części ciała. W "Dance macabre II" ułożonym w krąg ubraniom towarzyszyło wymowne ujęcie wspiętych na palce stóp. W przypadku koncepcji przygotowanej specjalnie do wnętrza Wozowni na fotografiach pojawiły się jednak jedynie ubrania - tym razem bez uwidocznienia sylwetek tych, którzy je noszą, ale z wyraźną aurą ich obecności. Przekaz stał się dzięki temu jeszcze bardziej subtelny, bardziej uogólniony, przez co zyskał na wieloznaczności, pozostawiającej odbiorcy przestrzeń na dokonanie mapowania oraz prześledzenie topografii jego własnej codzienności wobec indagujących go rozmaitych stanów istnienia używanych ubrań. 

Styczeń 2008, Odnalezione. Utrwalone. Galeria Wozownia, Toruń, tekst do katalogu

do góry >>>

.............................................................................................................................................................

Elżbieta Kościelak   Nomadyzm rzeczy a sprawa kobiet

Sztuka Katarzyny Podgórskiej-Glonti jest kobieca. Długo byłam przeciwna temu kryterium podziału sztuki. Sprzeciwiałam się projektom promującym sztukę kobiet. Podział ten klasyfikowałam jednoznacznie, jako budowanie kobiecego getta, separatystyczną koncepcję sztuki, mającą wykluczyć kobiety z ogólnego nurtu sztuki współczesnej. Styl, tendencja, filozofia dzieła - mogą i zazwyczaj określają dzieło, ale by jego wyróżnikiem miała być również płeć autora?! Wydawało mi się to daleko idącym uproszczeniem, schematyzmem, a w konsekwencji zamachem na wolność wypowiedzi w sztuce! A jednak kategoria sztuki kobiet czy sztuki kobiecej nie jest zbiorem pustym. Ekspozycja Katarzyny Podgórskiej-Glonti w Galerii Miejskiej we Wrocławiu (marzec, 2007) wydaje się jednoznacznie tę tezę potwierdzać.
Artemizja Gentileschi, córka malarza Orazio Gentileschi, wymieniana w historii sztuki jednym tchem obok Caravaggia, jako jedna z pierwszych kobiet zaistniała imiennie w historii sztuki. Jej autoportret jako alegoria malarstwa z lat 30. XVII wieku jest nasycony kobiecym odczuciem świata. Kobiecym, czyli jakim? Kobieca sztuka jest cicha, nawet jeśli krzyczy. Potrafi pokazać słabość, w której jest siła. Zauważyć tę siłę można wówczas, kiedy drżą podstawy aksjologicznego stelażu epoki, w której nie ma już innych wartości, tylko te poddane pod wątpliwość, "przewartościowane". W świecie globalnym, postmodernistycznym, w świecie "płynnych tożsamości" sztuka  Podgórskiej-Glonti nie pyta o tożsamość, bo nie ma wątpliwości co do stanu istnienia. Zarówno jej tożsamość, jak tożsamość jej sztuki jest przejrzyście określona.
Baumanowska "płynna nowoczesność" opisuje stan kultury pozbawionej (albo "pozbawianej") tożsamości. Puste architektoniczne miejsca, korytarze przepływu ludzi, lotniska, supermarkety. George Benko za Markiem Augé takie puste miejsca w przestrzeni socjologicznej i kulturowej  nazywa "niby-miejscami". W niby-miejscach przebywamy z nieznajomymi osobami, które nie mają historii, tak, jak i my jej nie mamy wobec nich. W "niby-miejscach" jesteśmy obecni tylko ciałem. Ze społecznego punktu widzenia taki typ obecności równy jest nieobecności.
Ludzie przebywający w takich strefach starają się unieważnić swoją podmiotowość. Im bardziej jesteśmy  anonimowi, tym łatwiej jest nam być w tym anonimowym tłumie. Nie możemy dać poznać po sobie, że różnią nas zwyczaje, obyczaje, oczekiwania. "Niby-miejsce" to przestrzeń pozbawiona symbolicznych form wyrazu tożsamości, relacji i historii: lotniska, autostrady, anonimowe pokoje hotelowe, środki transportu publicznego (...). Nigdy wcześniej w historii świata "niby-miejsca" nie zajmowały tak wiele przestrzeni."
Nomadyzm kulturowy, wymuszony przez brutalność struktury zatrudnienia, migracje ekonomiczne, polityczne, naukowe powodują, że przenosimy ze sobą nasze atrybuty kulturowe. Ale czy rekwizyty opisujące naszą tożsamość, przeniesione w inne miejsce mogą nadal pełnić tę samą funkcję? Czy koncepcja "kręgów kulturowych" antropologii z pierwszej połowy XX wieku, tak mocno wyznaczona przez "miejsce" występowania kultury, jest już całkowicie bezużyteczną kategorią wobec koncepcji "sieci", systemu "płynnej fazy nowoczesności"? "Zamiast siedlisk przypisanych na trwałe, mamy dziś lekkie składane krzesełka w różnych rozmiarach i kształtach, których liczba i układ ulegają zmianie, jak w znanej dziecięcej zabawie w komórki do wynajęcia, co zmusza ludzi do nieustannego ruchu, nie dając nadziei na spełnienie, na odpoczynek i satysfakcję wynikającą z osiągnięcia celu, z dotarcia do punktu przeznaczenia, w którym to można będzie złożyć broń, odprężyć się i uspokoić. U końca drogi, którą kroczą (chronicznie już dziś) wykorzenione jednostki, nie majaczy żadna wizja zakorzenienia" - pisze Zygmunt Bauman  w Płynnej nowoczesności (2006).
Ubrania, materiały, nici. W naszym kręgu kulturowym elementy przynależne kobiecie, atrybuty kobiecego statusu w kulturze. Nić Ariadny - sposób na odnalezienie się w labiryncie, tkana przez Penelopę tkanina -  symbol wierności kobiecej. Przez zatrzymany na sobie ślad, dotyk, zapach, drobiny potu, skóry i włosów ubrania i tkaniny są  zapisem naszej obecności w kulturze. W korytarzach "niby-miejsc" bez historii to ubranie, tkanina staje się dowodem naszego istnienia. Naszym kodem kulturowym.
Artystka traktuje ubranie/tkaninę rozmaicie. "Personalizuje" je wskazując na jednostkowość ich użytkownika  - ubrania przerzucone delikatnie na rozpiętej konstrukcji z lin, lub "depersonalizuje", upychając w workach i sieciach setki ich egzemplarzy, zasłaniając nimi okna sal galeryjnych i muzealnych. Ubrania są bezładnie wymiętą masą, albo poukładaną konstrukcją, tworząc stosy lub kręgi - co oczywiście nie zmienia ich statusu. One zastępują człowieka. Są zamiast. W dobie zaburzonych tożsamości to ubrania świadczą o nas, są nami. Konstytuują nasze bycie w kulturze.
Poczucie zagrożenia, wizja końca historii, unifikacji czy standaryzacji jest w instalacjach artystki nieobecne. Wielość przedmiotów o tym samym charakterze jest bowiem naznaczona obecnością ich użytkowników, przywołanych spokojnym działaniem artystki. Niezliczona ilość ubrań przechodzi przez jej dłonie i znajduje swoje miejsce w wyznaczonym przez nią systemie. Obojętnie, czy są ułożone w pedantyczne stosy, czy zmięte - to jej decyzja wyznacza im miejsce. I jest to decyzja cicha, spokojna, ale konsekwentna. Autorka rytualizując procesy wyboru przedmiotów nadaje im znaczenie sacrum - przenosi w świat sztuki.
Płeć artysty (artystki) wydaje się być cechą konstytutywną tych  realizacji artystycznych. "Chodzi o to, żeby kobieta wreszcie siebie napisała: musi zacząć pisać o kobiecie i wprowadzić kobiety w świat pisma, z którego zostały wyparte z taką samą gwałtownością, jak i z odczuwania swoich ciał, z tych samych powodów, tym samym prawem i w tym samym, śmiercionośnym celu. Kobieta musi sama, własnym wysiłkiem, wstąpić w tekst - jak w świat i w historię. Przeszłość nie może dłużej wytyczać przyszłości. Nie zaprzeczam, że skutki minionego są wciąż obecne. Odmawiam jednak utwierdzania ich przez powtarzanie; wyposażania ich w atrybuty nieugiętego przeznaczenia; mieszania biologii z kulturą. Musimy je uprzedzić", pisze Hélene Cixous (Śmiech Meduzy,1993) .
Katarzyna Podgórska-Glonti wchodzi ze swoją kobiecością w tekst dzieła przez nią tworzonego, jej kobiecość go konstytuuje. Nie przez cytat, nie przez biologizm kobiecości, a przez jej miejsce w kulturze, przez akt (s)twórczy możliwy jedynie kobiecie. Twórczość artystki nie ma rysu feministycznego w znaczeniu dyskursu ze światem sztuki męskiej. To sztuka wypływająca z funkcji  kobiety w świecie koczowników kultury, naznaczonych wieczną niepewnością istnienia. To ona staje się domem, ona staje się gniazdem, jej dłonie rozłożone w geście ofiarowania stają się punktem odniesienie, spokojem, ukojeniem.
W instalacji "Last minute" (2006) prezentowanej w Galerii Miejskiej we Wrocławiu (marzec 2007) postacie mężczyzny, kobiety i dzieci utrwalone na wielkoformatowych fotografiach, stoją odwrócone tyłem do obiektywu. Każda z fotografii zajmuje osobne miejsce na przeciwległych ścianach galerii. Pomiędzy nimi  zawieszony hamak, jest w takim samym stopniu symbolem beztroskiego wypoczynku, co  ulotności i braku stabilizacji. Jest w pewnym sensie parafrazą baumanowskich lekkich składanych krzesełek, które są imitacją naszego miejsca w przestrzeni.

Katarzyna Podgórska-Glonti bez wątpienia stara się stworzyć kod "kobiecego pisma" sztuki, w którym autobiografia przestaje być notatką własnych lęków i przeżyć, ale zobiektywizowanym tekstem kultury. Globalistycznej kultury nomadów z silnym pierwiastkiem kobiecym, będącym, quasi-gwarantem utraconej tożsamości.

do góry >>>

.............................................................................................................................................................

Wojciech Müller List do Kasi

Kasiu!Wiele razy rozmawialiśmy o życiu, o naszej pracy ze studentami, o dzieciach, o Twoich wystawach, o moich pomysłach na nowe prace graficzne, o wszystkim.
Rozmawialiśmy o tym, co nas w sztuce interesuje, co drażni, jakich ludzi darzymy sympatią, a kto budzi naszą nieufność
i niechęć. Rozmawialiśmy o życiu, rozmawialiśmy szczerze, o wielu, wielu sprawach.
Najtrudniej było i jest nam rozmawiać o naszych pracach, pomysłach, realizacjach. Tutaj szczerość wydaje się zbyt osobista, tutaj uchwycenie istoty motywu - dlaczego zrobiliśmy to tak, a nie inaczej - jest najtrudniejsze.
Być może dlatego piszę do Ciebie ten list.
Chcę napisać kilka słów o Twoich pracach, Kasiu i o moich na ich temat refleksjach, a być może będą to uwagi o moich inspiracjach - których śladów szukam u innych.....
Nieraz jakaś myśl męczy mnie uporczywie, staram się ją przypomnieć i nie mogę, potem wraca w snach jako coś ulotnego, nierzeczywistego, zawieszonego między jawą , a mglistym wyobrażeniem.
Jest w tym coś nieuchwytnego. Wymykającego się opisom, klasyfikacjom, próbom wartościowania i racjonalizowania.
Być może ta trudna do uchwycenia myśl to próba materializacji marzenia.
Marzenia najgłębiej ukrytego, marzenia niewyrażalnego, marzenia o tym, że można zatrzymać chwile, zatrzymać ten jedyny, wyjątkowy moment, kiedy zrozumiało się, co w życiu jest najważniejsze ,co jest sensem istnienia, co jest mechanizmem świata, co unosi mgłę nad łąkami, co powoduje nasze wzruszenia.
Czy to ta jedna, wyjątkowa myśl wywołuje uśmiech śpiącego dziecka, rozświetla twarz modlącego się człowieka i przyspiesza nasz oddech?
Ta myśl jest radością!
Ta myśl uchwycona i rozpoznana może okazać się iluzją. Iluzją, że posiedliśmy coś co nam wydaje się nazwane i oczywiste, a co jest naiwne i wtórne.
Ale ta myśl może być odkryciem!
Może być odkryciem, które pozwala nam uzasadnić swoje postępowanie, swoje miejsce w świecie, swoje życie.
Może być refleksją, którą chcemy kodem sztuki przekazać innym.
Czy można przekazać coś intymnego, coś wyjątkowego?
Jakiego użyć języka, żeby nie był to zbiór cytatów, żeby nie była to zużyta klisza językowa, żeby nie był to jeszcze jeden głos z chóru, aktualnie najmodniej brzmiącego.
Formułowanie odpowiedzi na te pytania, może być ciekawsze od pierwotnej myśli - prapoczątku naszej motywacji działania.
Jesteśmy sami, sami ze swoimi wątpliwościami i dążeniami.
Musimy sami, a potem razem z powstającym "dziełem" dać sobie radę, nadając mu ostateczny kształt. Zresztą ten kształt nigdy nie jest ostateczny, Malarze poprawiają swoje obrazy , instalacje zmieniają się w zależności od wnętrz i kontekstów, filmy oglądają różni widzowie w różnych czasach.
Wypowiedź odrywa się od autora, żyje swoim życiem, jest już poza nami. Kasiu!Pierwszą Twoją pracą, którą zobaczyłem był "Dom" Pod takim tytułem została w mojej pamięci. Był to zaledwie zarys domu,
a najważniejszymi elementami, którymi z niego zapamiętałem były listy, a właściwie koperty z Twoim nazwiskiem, do Ciebie zaadresowane, z nieodkrytą zawartością.Wchodząc w umowne wnętrza, których powierzchnie określały granice wyznaczone ułożonymi kopertami, czułem że jestem w domu konkretnej osoby, czułem delikatny nastrój pomieszczeń, wyobrażałem sobie domowników, których cienie przesuwały się wokół mnie. Potem, ważna i mocna realizacja "Stany skupienia" z 1997 roku, we wnętrzu Wieży Ciśnień w Koninie. Łoże z soli z niepokojącymi pionami, nierzeczywista sytuacja z drażniącym oświetleniem. Tej sytuacji towarzyszyła - wibrująca atmosfera, jakby odczuwanie obecności kogoś niewidzialnego. Od pracy "Deklinacje" pokazanej w Galerii Kont w Lublinie, zjawiają się w Twoich pracach ubrania. Ubrania ludzi, których nie widzimy, a którzy kiedyś te ubrania używali. Z czasem ubrania zastępowane są przez komplety pościeli, koce, przedmioty używane przez ludzi i z nimi związane szczególnie, np. naczyńka z lekarstwami.
Wybacz Kasiu, że być może wypreparowuję z Twoich prac poszczególne elementy, ale szukając tropów dla mnie ważnych, szukając nici przewodniej Twojego postępowania, te ślady zwróciły moją szczególną uwagę. Ubrania poupychane między oknami galerii - motyw powracający wielokrotne - przesłony ważniejsze od życiodajnego światła, to szczególne, ale i subtelne zwrócenie uwagi na wagę tego elementu instalacji.
Czym są te ubrania, co one znaczą?
Użyte są jako stłamszone szmaty, jako wyeksponowane i wyróżnione -pod szkłem - obiekty, tworzą kręgi i łuki, zamykają i otwierają przestrzeń.
I tamte listy i ubrania to ludzie, to delikatny i subtelny ślad ludzki, to metafora życia.
Wszystko, co dzieje się z tymi ubraniami, ich ważność, nobilitacja, szczególne traktowanie albo ich pognębienie, stłamszenie, nijakość, żadność. To synonim tego co dzieje się, z ludźmi - z nami.
Na pewno to nie jedyny motyw Twojego postępowania Kasiu, - być może to tylko moja fobia - ale znając Twoją chłonność świata i ludzkich problemów ten ślad zainteresowania człowiekiem, ja tak odczytuje.
Ludzie jako społeczność - jako grupa, indywidualny człowiek - jako coś wyjątkowego, niepowtarzalnego, to najbardziej poruszający i cenny przekaz Twoich prac. Odbieram to szczególnie wyraźnie, bo taki motyw postępowania artysty zawsze mnie intryguje i inspiruje.
Kończę mój list prośbą do Ciebie Kasiu!
Rozmawiajmy dalej.
Rozmawiajmy o wszystkim - wiele rzeczy jest ważnych.
A Ty mów do mnie - do nas, swoimi pracami.

Pozdrawiam
Wojciech Müller

do góry >>>

.............................................................................................................................................................

Piotr Bernatowicz  List i Dom

Trudno wskazać bardziej kontrastowe zestawienie tego, co trwałe, z tym, co ulotne.
List i dom. To połączenie pojawia się często w pracach Katarzyny Podgórskiej - Glonti.
Jakby nie bacząc na skrajne właściwości materiałów, biorąc wspólny prostokątny wymiar za dobrą monetę, buduje ona konstrukcję z naprzemiennie kładzionych kopert i cegieł. Tak powstaje praca " Mój własny kąt" - nieporadnie pnący się ku górze węgieł domu. List nie jest dobrym spoiwem. Gdyby kontynuować budowę, położyć jeszcze jedną lub dwie warstwy, wszystko się zawali, tworząc malowniczą ruinę złożoną z czerwonych cegieł i lekko pożółkłych listów. " Mój własny kąt" przestałby istnieć. Stan chybotliwej równowagi pomiędzy rzeczywistością materialną a mentalną jest głównym tematem prac artystki.
Równowaga ta czasem przeradza się w napięcie, kiedy to, co niematerialne próbuje rozbić materialne struktury. Napięcie widoczne w pracy " Dom listu, list domu " z 1996 r. W pomieszczeniach Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu artystka wyznaczyła za pomocą ułożonych w szeregu listów plan innych pomieszczeń. Linie niematerialnych ścian przecinają  ukośnie ściany istniejące, umieszczone w ścianie otwory mijają się z tymi wyznaczonymi w planie. Po wejściu do tego pomieszczenia znajdujemy się jednocześnie w dwóch wnętrzach, które konkurują ze sobą o naszą uwagę, prowokując pytanie o to, które jest istotniejsze.
" Do budowania konstrukcji nośnych używane są: płyty pełne, z oknem, z drzwiami, cegły, pustaki: - tak brzmi jedno ze zdań tekstu, który artystka dołączyła do powyższej realizacji. Jest to kompletny techniczny opis domu, w którym znajdujemy informacje o fundamentach, ścianach, stropach, dachach, schodach zapewniających komunikację miedzy piętrami.
Jednak czy w tym zamkniętym fachowym wykazie znalazły się wszystkie niezbędne dla domu elementy ? Dołączenie go do pracy ma charakter przewrotny i ironiczny. Artystka zaznacza, że interesuje ja raczej to, co zostało w nim pominięte, a co równie ważne dla budowy domu jak cegły, pustaki i płyty pełne, jeśli nie ważniejsze.
W pracach Katarzyny Podgórskiej - Glonti odnajdujemy cechy znamionujące pokolenie artystów, które przeszło po sztuce minimal - artu i konceptualizmu. Ich prace nawiązują do nurtów, kierując się zasadą ascezy firmy i jednocześnie wzbogacają je o nowe jakości. Selma Klein Essink, charakteryzując twórczość Mirosława Bałki który niewątpliwie należy do tego pokolenia, mówi o intymności, wrażliwości, nostalgii oraz uduchowieniu, które obce były chłodnym, racjonalnym i wyrachowanym pracom minimalistów. Podobnie jak Bałka, Podgórska - Glonti nadaje swoim pracom osobisty wymiar, używając do ich budowy intymnych przedmiotów, jakimi są prywatne listy, i jednocześnie uniwersalizuje ich wymowę  poprzez kojarzenie z tak ogólnymi pojęciami jak dom.
Bliska jest naszej artystce także angielska rzeźbiarka Rachel Whiteread. W swej pracy "Gost"z 1990 r., która stanowi jakby wewnętrzny odlew pokoju, podejmuje ona bliski problem materializacji tego, co niewidoczne, ukazuje inny wymiar architektury. Stuart Morgan, opisując prace Whiteread, mówi o związku przestrzeni z pamięcią, czasem minionym: "Rozwiązywanie rzeźb Whiteread to trawienie czasu, ale tym próżnym wysiłkom towarzyszy prawdziwa przyjemność wizualna" ( Stuart Morgan " Z notatnika kamerdynera sztuki ", Gdańsk 1997 r.). Pamięć  jest kluczem, który spaja wrażliwość obu artystek. Alternatywna architektura budowana w pracach Katarzyny Podgórskiej - Glonti jest nasycona pamięcią w takim stopniu, w jakim zastygłe  w słowach emocje nasycają użyte w nich listy. List jest więc pośrednikiem pomiędzy dwoma wymiarami, wskazując na stałą obecność innego czasu i innej przestrzeni.
W pracy " Miara" zrealizowanej w 1995 r. artystka wkleiła w okno wiejskiego domu dwie koperty, które tworzyły kształt litery V. Forma ta przewrotnie korespondowała ze szczytem przeciwległego domu. Na widziany z wnętrza domu szczyt nakładały się złączone listy, jakby odrealniając jego kształt, odbierając mu konstrukcyjna solidność. List umieszczony w oknie, przez które przenikało światło, nabrał rangi symbolu i łącznika wnętrza z rzeczywistością zewnętrzną. Zestawienie listu i okna, które artystka powtarza także w kolejnych pracach, przypomina o słynnym obrazie Vermeera pt. " Czytająca list" z 1657 roku. Widzimy na nim kobietę stojącą przy oknie w pudełkowym mieszczańskim wnętrzu. Przez okno wpadają słoneczne promienie, oświetlając czytany przez kobietę list. Zarówno w tym, jak i w innych obrazach Vermeera wszystko jest przedstawione czysto i klarownie - z niesłychaną precyzją. Prawdziwy ich sens ujawnia się jednak w zetknięciu z tym, czego w obrazie nie widać.
Są to ślady: mapy na ścianach, globusy astronomiczne i listy, przybysze z zewnątrz.

Katarzyna Podgórska - Glonti w swoich realizacjach wydaje się prowadzić dyskretny dialog także z płótnami Vermeera, próbując odkryć filary niematerialnej architektury wnętrza.

do góry >>>

.............................................................................................................................................................

Beata Frydryczak Prywatności śladami usłana

Katarzyna Podgórska-Glonti należy do tej młodej generacji artystów, którzy nad zagadnienia formalne, problemy społeczne, polityczne, czy jakiekolwiek inne, przedkładają analizowanie innych artystycznych sfer ważności. Te, już od pierwszych jeszcze
"studenckich" prac, artystka określiła, lokując swoją sztukę w wyraźnie czytelnych wątkach autobiograficznych, które nie pozostawiając żadnych wątpliwości, kieruje uwagę odbiorcy ku sferze prywatnej rozumianej jako obszar artystycznej infiltracji.
Prywatność to obszar zakreślony przez nas samych: nasze zmysły, nasze refleksje i nasz indywidualny los; to nie tylko obszar naszego wewnętrznego dialogu, naszych osobistych przeżyć i naszej przygodności, ale też sfera " ofiarowania ", gdy w grę wchodzi Inny.
Jest też obszarem najczęściej i najsilniej bronionym - bronimy jej przed Innymi, niektórych do niej dopuszczamy, ledwo uchylając rąbka zasłony, za którą się skrywamy, przed innymi otwieramy ja na oścież, nie zważając na rany, na jakie czasami się narażamy. Ta oscylacja między Ja a Inny, zbliżanie się i oddalanie od Innego, w sztuce przybiera postać najbardziej czytelną wówczas, gdy artysta zaprasza widza do udziału w jego własnej przygodności.
Bowiem w sztuce Innym jest właśnie odbiorca, ten który swoja obecnością, refleksją i wrażliwością odbiera wpisane w dzieło sztuki sensy i znaczenia.
Nie ulega wątpliwości, że taki właśnie mają charakter prace Katarzyny Podgórskiej -Glonti, które w sposób jednoznaczny, nie pozostawiając żadnych wątpliwości, otwierają się na to, co zazwyczaj pozostaje zakryte lub ledwo sugerowane. Wydaje się , śledząc twórczość artystki, że jej prace coraz bardziej wkraczają w obszar własnego uzasadnienia, ugruntowania w kreowanych obszarach artystycznej refleksji, otwierających przestrzenie swoistego klimatu i sfery poznania.
Konsekwentnie rozwijając szczególny sobie typ myślenia, wyrażając za pośrednictwem sztuki własne sensy i obszary egzystencjalnych pytań, oraz odnawiając za każdym razem te samą sferę ważności - Podgórska niezmiennie kieruje nas - odbiorców ku subtelnie odsłanianej sferze prywatności. Bowiem dla niej prywatność oznacza dostęp do doświadczenia nie tyle osobistego, co całościowego - jakby była przesłoną, przez którą postrzega i jednocześnie kreuje, porządkuje swój świat, usłany różnymi śladami.
Jednym z pierwszych, silnie ugruntowanych w sztuce artystki motywów są prywatne listy, ukazujące się jak motyl zastygłe na chwilę w oknie, ułożone na równoważni, jakby ważyły wagę kryjących się w nich słów ( Miara, 1995), wsunięte pomiędzy cegły, jakby stanowiły spoiwo budowanego muru ( Mój własny kąt, 1995), naklejone na okna, jakby kształtowały obraz świata (Pre Zelenu Sien, 1995), czy jak w pracy Dom listu, list domu z 1996 r. rozłożone na podłodze, w taki sposób, iż aluzyjnie rysują kontury domu.
Dom to przecież " mój" świat, schronienie, bezpieczeństwo. Jeżeli zatem prywatne listy ten świat budują, to również, jak można podejrzewać, inni, w tym przypadku nadawcy listów.
Rysuje się tu jednoznaczna konkluzja, która pozwala na sugestię, iż "mój dom", to mój świat, który dzielę z innymi, wymieniając się z nimi myślami, wspomnieniami, informacjami, refleksjami, zdarzeniami - wszystkim tym, co najczęściej - jeśli jeszcze pisujemy - zawieramy w listach do najbliższych. Motyw listów nie pozostawia wątpliwości: listy są czymś najbardziej osobistym, do czego dostęp innych jest ograniczony, których ujawnienie budzi uczucie niepewności, zdrady lub wykroczenia.
Dlatego, choć artystka zaprasza odbiorców do swego świata, można powiedzieć, z otwartymi rękami, jak na fotografiach z pracy Deklinacja z 1998 roku, to ustala równocześnie ledwie zauważalną granicę, za która dostępu broni: ta prywatność odkrywana/zasłaniana, pozostawiająca sferę sugerowaną, lecz nie do końca ujawnianą, jakby bała się ją odrzeć z jej istoty.
Ale również ona zaczyna z czasem nabierać coraz bardziej realnych kształtów, przeobrażając się w codzienność usłaną stertą mokrego prania ( Deklinacja, 1998), odmierzana dawkami lekarstw jak w pracy Rano, południe, wieczór z 1999 roku, czy macierzyństwa aluzyjnie wpisanego w historię sztuki. Wydaje się, że właśnie ta praca stanowi pewien moment graniczny, od którego rysuje się nowa jakość prywatności, już nie opisanej poprzez listy, lecz przez codzienność uporządkowaną, dokładnie podzielona, usystematyzowaną, jak rysunek kratki pojawiający się jako nowy, wspólny dla nowszych prac, motyw. Sugestię możemy odnaleźć w pracy Dedicate for Vermeer, nawiązującej do  Kobiety w błękitnej sukni. U Vermeera kobieta w widocznej ciąży zastyga nad czytanym listem, jakby sam moment czytania był formą zawieszenia w czasie. U Podgórskiej błękit wypełnia całą przestrzeń galerii, obejmując sobą również zdjęcie ukazujące kobietę w ciąży. Ta jednak nie czyta listu, lecz równie w statycznej pozie, jak kobieta Vermeera, zwraca się twarzą ku widzom.
Tu już nie ma listu, są natomiast komplety pościeli, złożone, powiązane paskami, starannie ułożone. To one odmierzają czas dziewięciu miesięcy.
Jest w tych  pracach jakaś cisza, która przebija z porzuconego na schodach, udrapowanego płótna, czy rozłożonych w geście ofiarowania powiększonych na fotografiach dłoniach; cisza dnia wyznaczonego przez rutynę leków, nakrytego stołu, życia uporządkowanego, odmierzanego, jak kratka narysowana na białym obrusie ( Rano, południe, wieczór). Jest tu cisza listów, które są jedynie swoistym świadectwem, nie zdradzając tajemnicy zawartości.
Cisza dnia - cisza sztuki - cisza refleksji. W tym chyba, w głównej mierze, wyraża się artystyczna wrażliwość, która przedziera się poprzez ciszę prac Katarzyny Podgórskiej -Glonti. Jest to jednak cisza, która przemawia gestem, drobną sugestią. I dodać należy, że żaden z tych gestów i śladów nie niesie z sobą działania neutralnego, a raczej obciążonego emocjami, wzruszeniem, refleksjami, tęsknotą. Rozwijając ten sam wątek, stanowiąc swoiste przeniesienie i kontynuację zarazem, prace te stanowią próbę wykreowania tego samego obszaru wrażliwości i refleksji. Można postrzegać je, za każdym,  jako kolejny krok ku zgłębianym przez artystkę problemom, konsekwentne podążanie drogą, jaką została wyznaczona już przez pierwsze realizacje i wpisany w nie typ myślenia o emocjach, wartościach, byciu - o tym co najprościej ująć pojęcie " istota", w sensie tego, co najważniejsze, co staje się samym rdzeniem.
Jednak swoistość sztuki artystki tkwi w sposobie wyrażania, w którym "prywatność" nie przesłania sztuki, a raczej podkreśla jej swoistą subtelność.

do góry >>>

 
polski english home bio wystawy teksty